Zagrożenia: Wirtualne czy nierealne

Paweł Paszkiewicz
ArcaBit

Jak podaje popularny portal biznesowy, jednym z zagrożeń płynących z korzystania z Internetu jest fakt, iż w sieci ktoś może nas obrazić. Przytrafiło się to aż u 13% ankietowanych internautów. Pragnę nadmienić iż można zostać obrażonym również poza siecią i to ze znacznie większą szansą niż 13%, jest więc to ogółem jedno z wielkich zagrożeń życia.

Innym, jak podają liczne artykuły, niebezpieczeństwem surfowania w sieci jest jego czasochłonność. Co ósmy z nas przyznaje, że nie wykonał pewnych obowiązków, ponieważ zajęty był Internetem. Co czwarty z moich znajomych utrzymuje natomiast, że nie wykonał ważnych obowiązków w Internecie, ponieważ zajęty był życiem. Cóż więc jest bardziej niebezpieczne?

By przybliżyć się do rozwiązania tej kwestii należy przytoczyć dane zebrane przez CBOS. Wynika z nich, iż 7% internautów przeżyło dramat, gdyż spotkało w Internecie osobę, która podawała się za kogoś innego niż była w rzeczywistości, a prawda wyszła na jaw dopiero w dniu spotkania. Z moich doświadczeń wynika, iż równie wysoki odsetek trafia na takie osoby w realnym życiu, a sprawa wychodzi na jaw nieraz dopiero w noc poślubną.

Zagrożeń jest jednak więcej. Te, które uznano za istotne, zestawiono w tabelki, z których można wyczytać, iż  6% internautów nieintencjonalnie napotyka niewłaściwe treści w Internecie. Oznaczałoby to, że pozostałe 94% odnajduje treści WYŁĄCZNIE właściwe. To zbyt dużo, by odzwierciedlało rzeczywistość, lecz można sprawę wyjaśnić. Jeśli przyjmiemy freudowską koncepcję za podstawę studium ludzkiej psychiki i uznamy, iż poprzez manipulację naszą podświadomością sytuacja prezentuje się nawet odwrotnie, zatem 94% z nas otrzymuje to, co pożądane, lecz poza intencją, zaś 6% zawsze dokładnie to, czego pragnie- byłby to i tak wskaźnik stukrotnie lepszy niż w przypadku zamierzeń co do treści otrzymanych ze statystycznych spacerów po mieście. Wychodzimy odetchnąć świeżym powietrzem i popatrzeć w niebo, tymczasem spotykamy narkomana, dwa psy, bijącą się młodzież i rozjechanego kota.

W archiwalnych badaniach CBOS można odnaleźć informację, że na przestrzeni lat odnajdywanie niewłaściwych treści kosztem właściwych gwałtownie spada. Czyżbyśmy uznawali rzeczy coraz bardziej plugawe za odpowiednie? A może to sieć stopniowo oczyszcza się z rzeczy demoralizujących i niegodziwych? Może wynika to z procesu usuwania atrakcyjnych treści w pieczy nad prawami autorskimi, albo za sprawą nowoczesnych technologii sortowania danych? Nic bardziej mylnego. Docieranie przez nas do odpowiednich informacji reprezentuje wyłącznie naszą umiejętność wyszukiwania ich poprzez użycie charakterystycznych haseł w wyszukiwarce lub znajomość stron o zawartości odpowiadającej naszym upodobaniom. Jest wyrazem naszej zdolności korzystania z Internetu i wiedzy o wyszukiwaniu danych. W czasach ogromnej biegłości młodego pokolenia w nowoczesnych technologiach okazuje się, iż kontrola rodzicielska zawarta w programach antywirusowych z jakich korzystamy nie zabezpiecza już przed „demoralizacją” naszych dzieci, lecz przed celowym dostępem zdemoralizowanych dzieci do treści niezgodnych z naszą linią wychowawczą. W przekonaniu publicznej opinii nie uderza to w zasadność istnienia modułów kontroli. Inną sprawą jest, iż przytoczone badania CBOS mijają się z celem, gdyż nie wykazują zwiększonego ryzyka na podane „zagrożenia”, gdyż owe „zagrożenia” nie wynikają z samej natury Internetu, ale z natury człowieka. Badania te udowadniają jedynie to, że w Internecie stykamy się z tą samą nieuczciwością, złośliwością i chciwością, co w realnym życiu.

Z właściwości Internetu wynika natomiast zasadność istnienia nie zjawisk, lecz narzędzi stworzonych i wykorzystywanych do różnych niecnych celów- złośliwych kodów. W realnym życiu nasz sąsiad nie powoła do życia programu umieszczonego w robocie śledzącym nasze ruchy, na przykład gdy robimy zakupy, zaś w świecie cyfrowym jest to możliwe dosłownie. W realnym świecie nie zarazimy się trojanem od kaszlącego w tramwaju współpasażera. Nikt nie naśle na nas gromady żebraków proszących o pięć złotych, w dodatku ubranych jak biznesmeni, a przecież czym innym jest SPAM? W prawdziwym życiu ignorujemy prymitywne próby wyłudzenia, lecz podstawową różnicą dzielącą świat wirtualny i realny jest stopień naszego obeznania. Ledwie wkroczyliśmy w rzeczywistość wirtualną i z powodu naszej fizycznej nieobecności w niej, pojawia się złudne poczucie bezpieczeństwa. Gdybyśmy przy korzystaniu z bankowości elektronicznej byli tak ostrożni jak kiedy przebiegamy przez ruchliwą pięciopasmówkę, skuteczność naszych programów antywirusowych wynosiłaby 99,99%. Przestępcy wiedzą o tym i dlatego ostatnimi czasy na powierzchni nieprzerwanego nurtu zmian utrzymują się wirusy i trojany, które wykorzystują nie błędy chroniącego nas oprogramowania, lecz nasze. Jest to możliwe ze względu na brak możliwości pomiaru ludzkich intencji przez program chroniący. Wielkim interesem producentów oprogramowania staje się więc szerzenie wiedzy kompatybilnej z działaniem programów antywirusowych, co, jako producenci czynimy skwapliwie, gdyż pozwala to zachować wysokie statystyki skuteczności ochrony. Ponieważ coraz więcej dziedzin naszego życia przenosi się do Internetu, a jest to nieuchronne, być może za kilkadziesiąt lat poprzez selekcję negatywną ewolucja zacznie nagradzać tych, których zdolność przetrwania w sieci jest najwyższa.

Źródło:
ArcaBit